Czytam, bo lubię

Wpis

sobota, 30 listopada 2013

Listopad i książki

W tym miesiącu, w niedzielę 17-tego, zmarła Doris Lessing. Właśnie kończyłam opisywać swoje wrażenia z lektury A. Munro (a wcześniej pisałam o "Lecie..."), gdy usłyszałam wiadomość w radiu o jej śmierci. Miała 94 lata. Zmarła spokojnie w swoim domu w Londynie we wczesnych godzinach rannych. Jako 88-latka dostała Nobla i była najstarszą laureatką tej nagrody w dziedzinie literatury.

A oto moja listopadowa lektura:

1. Szczepan Twardoch: Morfina. ISBN 978-83-08-05011-8. Książka była nominowana do nagrody Nike 2013 i wygrała w głosowaniu czytelników. Mnie się nie podobała. Język wulgarny - mnie to razi. Bohater Konstanty Willemann nie wzbudził mojej sympatii. Facet ma 30 lat, a żyje na łasce mamusi (to jakaś okropna baba!), która rządzi jego życiem. Wykolejeniec - narkoman, seksoholik, nierób i nieudacznik. Ma żonę i synka, kochanki (rosyjską Żydówkę i Igę. która poślubiła jego przyjaciela) i przyjaciela Jacka, który mu dostarcza morfiny. Walczył jako kawalerzysta w wojnie obronnej (akcja toczy się przez kilka dni października 1939 r.), ale nie poszedł do niewoli. Trafia do jakiejś konspiracyjnej organizacji wywiadowczej i dla jej potrzeb zostaje Niemcem (bo jego ojcem jest niemiecki arystokrata, a matką Ślązaczka - to ona zrobiła z niego Polaka). W każdym razie kończy się to dla niego niedobrze - teść endek denuncjuje go jako zdrajcę i dostaje wyrok od podziemia. Wykonuje go Jacek, bo chce się zemścić, że Konstanty uprawiał seks z jego żoną. Mottem jest wiersz Ezry Pounda "And the days are not full enough" - wskazywałby, że życie Konstantego było niepełne i przeminęło bez śladu, porównane do polnej myszy, która nie potrąca trawy. No i teraz zaczynam się zastanawiać nad tą myszą - bo chociaż jest niedostrzegalna w trawie, to przecież żyje i odgrywa swoją rolę?

2. Wojciech Żukrowski: Porwanie w Tiutiurlistanie. ISBN 83-10-07911-7. Podczas ostatniego pobytu w bibliotece pożyczyłam sobie tę książkę, bo pamiętam ją z dzieciństwa. Zostało mi w pamięci, że czytałam ją z tatą i pewnie bratem, zapewne w któreś wakacje i że była to bardzo zabawna, przygodowa lektura. Pamiętałam też, że bohaterami były zwierzęta - kogut i jakieś inne. A niedawno dowiedziałam się, że Żukrowski pisał tę historię podczas wojny i nie bardzo mi się czas powstania utworu zgadzał z jego zabawowym charakterem. Więc pożyczyłam i przeczytałam. Są zwierzęta, trójka przyjaciół: kogut kapral Marcin Pypeć, lisiczka Chytraska i kot Mysibrat Miauczura. Wędrują po świecie, bo szukają dla siebie nowego miejsca. Kogut jest weteranem, który nie dorobił się majątku tylko orderów, lisiczkę wyrzucono z posady guwernantki i chciałaby zostać kucharką, a kot zbyt się zaprzyjaźnił z myszami, żeby utrzymać posadę w młynie. I oto dowiadują się, że grozi wojna, bo w Tiutiurlistanie została porwana królewna Wiolinka z Blablacji. Przyjaciele postanawiają ją odszukać i zapobiec konfliktowi, a kogut im opowiada o poprzedniej wojnie między królami Baryłko i Cynamonem, w której walczył i się zasłużył. Ta wojna z jego opowieści nie wygląda strasznie dla czytelnika - wojsko to umundurowani mieszczanie, którzy ucztują w obozie, a i walka polega na mierzeniu się z jedzeniem (mieszkańcy Blabony zbudowali barykady ze stołów z przysmakami). Ale i tak nikt nie chce następnej wojny. Przyjaciołom udaje się uwolnić królewnę Wiolinkę, ale jej porywacz, niedobry cygan Nagniotek, swoimi miksturami sprawił, że stała się brzydką i niedobrą - taka nie może wrócić do króla Cynamona, bo nikt jej nie rozpozna. Na dodatek Nagniotek chce ją odzyskać i donosi władzom, że to kapral Pypeć ze swoją bandą porwał królewnę. Trzeba więc przywrócić Wiolince dawną postać, a nie jest to łatwe. Broniąc ją ginie dzielny Pypeć, ale królewna wraca do pałacu i wojny nie będzie, Nagniotek zostaje ukarany przez demony (grzechy główne). Szczęśliwe zakończenie dopełniają dalsze losy Mysibrata, Chytraski i narodziny synka koguta Kirkora Epikurka oraz wyekspediowanie ciała bohaterskiego koguta do bajkowego nieba. Jako dziecku podobało mi się to - ciekawe, co sądzą o tej historii obecne dzieci, czy nie jest to dla nich naiwna bajka.

 3. Doris Lessing: Lato przed zmierzchem [The Summer Before the Dark]. 1976. Kolejna książka noblistki. Bohaterką jest Kate Brown, mężatka po 40-tce, matka czworga prawie dorosłych i samodzielnych dzieci, która staje przed nową sytuacją. Mąż, wzięty lekarz, wyjeżdża na kilka miesięcy na staż do USA, dzieci rozjechały się na wakacje po świecie i okazuje się, że dom zostanie na ten czas wynajęty, a ona otrzymuje propozycję pracy jako tłumaczka w międzynarodowej organizacji zajmującej się problemami wyżywienia. Kate do tej pory była doskonałą żoną i matką - spełniała się jako idealna pani domu, teraz okazuje się, że rodzinie jest niepotrzebna. W pracy tłumaczki też jest świetna, jej pracodawcy są nią zachwyceni i proponują jej organizację konferencji w Stambule. Tam poznaje młodszego od niej Amerykanina, Jefreya, z którym wyjeżdża do Hiszpanii w celu "romansowym". Ale z romansu nic nie wychodzi, bo młody człowiek rozchorował się w zapadłej wiosce bez lekarza, z dala od turystycznych udogodnień. Kate też czuje, że bierze ją gorączka, więc spiesznie wraca do Londynu, musi zatrzymać się w hotelu, a po chorobie wygląda tak okropnie, że przyjaciółka nie rozpoznaje jej na ulicy. Wynajmuje więc pokój w zupełnie innej dzielnicy u młodej dziewczyny Maureen. Choroba oraz rozmowy z Maureen uświadamiają Kate jak bardzo jej dotychczasowe życie nie należało do niej, że straciła siebie, swoją tożsamość. W odkrywaniu siebie towarzyszy jej sen o foce, którą musi uratować. Pisarka nie opisuje wielu zdarzeń z życia bohaterki, to powieść psychologiczna, wnikamy w jej przemyślenia i odczucia. Dla mnie dodatkowo ciekawa z powodu wieku Kate, chociaż nasza sytuacja życiowa jakże odmienna. Książka kończy się w momencie, gdy Kate zabiera walizkę i wychodzi od Maureen - wraca do domu, do rodziny, która z powrotem zamieszkała we własnym domu i radzi sobie bez niej. Powinnam się też zastanowić nad swoim życiem, ale do tego rzeczywiście najlepiej nadaje się zmiana miejsca i towarzystwa.

4. Alice Munro: Za kogo ty się uważasz? [Who Do You ThinkYou Are?]. ISBN 978-83-7747-720-3. Alice Munro jest pierwszą noblistką prozaiczką, która nie napisała powieści, pisze tylko opowiadania. Ja nie lubię krótkich form. Ten akurat tom opowiadań - moje pierwsze spotkanie z tą autorką -  składa się z 10 utworów powiązanych ze sobą postacią głównej bohaterki. Rose urodziła się i spędziła dzieciństwo w Hanratty, niezmożnej części Ontario. Ojciec był tapicerem, macocha prowadziła sklep w domu, w którym mieszkali, miała jeszcze młodszego przyrodniego brata, Briana. Poznajemy życie Rose w prowincjonalnej szkole, gdzie pracuje jedna nauczycielka, a uczniowie nie przejmują sie nauką - tylko wyjątki kontynuują edukację. Rose ma ambicję osiągnąć coś więcej w życiu, jako stypendystka dostaje się do college'u i tam poznaje Patryka, już absolwenta, który pochodzi z bogatej rodziny i chce się z nią ożenić. Dziewczyna, mimo wątpliwości, wychodzi za niego za mąż i Patryk obejmuje posadę w rodzinnej firmie w Kolumbii Brytyjskiej. Małżeństwo trwa 10 lat, mają córkę Annę. Rose pracuje w radiu i telewizji, jest aktorką, a nawet uczy aktorstwa. Książka została wydana w 1976, więc opisane są realia kanadyjskie do tego czasu. I znowu miałam problemy z geografią, bo Rose nie siedziała w jednym miejscu, a Kanadę znam równie mało, jak Stany Zjednoczone (co wyszło przy lekturze "Wolności" Franzena). Bo chyba do tej pory jedynym kanadyjskim pisarzem, którego czytałam, była Lucy Maud Montgomery, więc słyszałam co nieco o Wyspie Księcia Edwarda. Za kogo się uważa Rose? Ja tego nie odkryłam, a jej historia dla mnie jest smutna. Tu mi się przypomniał cytat: "Życie jest jak smętna fuga, a jej tematem - stopniowa utrata złudzeń"(to z P. La Mure "Miłość nie jedno ma imię" - lubiłam biograficzne powieści tego autora), ale nie jestem wcale pewna, czy Rose miała złudzenia i je traciła? W jednym z opowiadań ("Dzikie łabędzie") podczas swojej pierwszej samodzielnej podróży pociągiem do Toronto jest molestowana seksualnie przez przygodnego współpasażera, podstarzałego pastora (za takiego się podał), który dobiera się do niej wykorzystując to, że przykryła się płaszczem, a on zakrywa swoją rękę gazetą. Rose nie potrafi zaprotestować, najpierw jest zbyt skrępowana, a potem ulega z ciekawości, rozbudzonej zmysłowości. Wspominam o tym, bo teraz pisanie o ekscesach seksualnych kleru stało się "modne", a to temat "stary jak świat" -  już wtedy macocha przestrzegała przed duchownymi (prawdziwymi lub ich udającymi) pasierbicę. Ale nie to mnie zaskoczyło - bardziej byłam zdziwiona, że Rose z powodu śnieżycy nie mogła ze swojego miasteczka dotrzeć do Calgary; zamknięto nie tylko lotnisko, autostrada była nieczynna, nie jeździły więc autobusy, a pociągi miały ponad 12-godzinne opóźnienia. I Rose nie dotarła na weekendową schadzkę z korespondencyjnym kochankiem. Rzeczywiście fatum!

5. Eustachy Rylski: Po śniadaniu. ISBN 978-83-247-1420-9. Wielka pochwała czytania i literatury - 7 szkiców o autorach, którzy byli ważni dla Rylskiego. Ernest Hemingway, Iwan Turgieniew, Albert Camus, Aleksander Błok, Jarosław Iwaszkiewicz, Andre Malraux i Truman Capote. Rylski zachwycał się Hemingwayem w młodości - ja też pochłaniałam go w liceum, a potem przestałam go czytać i jakoś mi go nie brakuje. W eseju o "Dżumie" ubrał w słowa to, co ja czułam czytając i co do tej pory jest dla mnie istotą człowieczeństwa. Iwaszkiewicza też pamiętam z lat szkolnych - czytałam więcej niż wymagał wykaz lektur - i nadal czuję tę jego smutną pociechę z przemijania. Rosjanie - Błoka nie czytałam, ale Turgieniew? Chyba jakiś mi się trafił na wakacjach z ciotczynej biblioteki. "Dolę człowieczą" też czytałam w liceum lub na studiach, wypisywałam sobie cytaty. A co ze "Śniadaniem u Tiffany'ego"? Czytałam "Z zimną krwią", czytałam opowiadania i "Śniadanie..." też. Oglądałam film z uroczą Audrey Hepburn i melodia "Moon River" nie utraciła swego czaru. Ile ja dobrych i ważnych książek przeczytałam w młodości. Z niektórych nic nie pamiętam - przynajmniej świadomie - ale one są we mnie, wpłynęły na moje życie, na to kim jestem. Jakie to ważne, żeby w młodości czytać wartościowa literaturę! Ale teraz młodzież prawie nie czyta - może dlatego tak trudno znaleźć z nimi wspólny język. Książeczka bardzo mi spodobała, pięknie napisana. Pierwsze moje spotkanie z Rylskim było nieudane, ale teraz "po śniadaniu" musi być kolejne.

Resztę czasu spędziłam na czytaniu książki M. Shore "Kawior i popiół", zostało mi mniej niż połowę. I czeka już na mnie "Ciemno prawie noc" Bator. Ale czy w grudniu będzie dość czasu na czytanie???

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
gosia.gk
Czas publikacji:
sobota, 30 listopada 2013 17:31

Polecane wpisy